Blog ten powstał z sentymentu. Z sentymentu do miasta w którym się urodziłam, a które dziś przedstawia zupełnie inne oblicze niż dawniej. Mam tu na myśli czasy, których nie mogę pamiętać, ale które bardzo działają na moją wyobraźnię. Czasy, kiedy miasto się rozwijało i było zarówno przemysłowym jak i kulturalnym miejscem dla ludzi różnych narodowości. Dawny Sosnowiec od zawsze kojarzy mi się z "Ziemią Obiecaną" Reymonta. Tu podobnie jak w Łodzi współistnieli polscy przedsiębiorcy, żydowscy sprzedawcy wszystkiego co dało się sprzedać i niemieccy przemysłowcy, którzy na długo zadecydowali o charakterze tego miasta. Nie brakowało sklepów, zakładów usługowych, kin czy restauracji. Rozwijała się oświata, kultura, również w dużej mierze za sprawą ludności napływowej. Wielokulturowe miasto tętniło życiem... Późniejsza wojenna i powojenna historia wiele zmieniła. Chciałabym aby mój blog oddał choć trochę ducha tamtych barwnych czasów

16 grudnia 2011

Szpilman ponownie zawitał do Sosnowca

Witam serdecznie po dłuższej przerwie!
Jakiś czas temu, w lipcu tego roku pisałam tutaj o projekcie Al Legro Tribute To Szpilman. Rok Szpilmana w Sosnowcu był nietypowy, bo rozpoczął się w dniu 11 rocznicy śmierci kompozytora czyli 6 lipca i trwał do 5 grudnia kiedy to przypada jego setna rocznica urodzin. Uroczystym podsumowaniem szpilmanowskiego roku w naszym mieście był koncert finalistów Ogólnopolskiego Konkursu Piosenki na którym siedmioro wykonawców przedstawiło swoje autorskie interpretacje piosenek kompozytora. Zwycięzcą konkursu z utworem "Tych lat nie odda nikt" został Bartosz Jaśkowski na codzień związany zawodowo z Teatrem Rozrywki w Chorzowie. Warto wspomnieć, że gośćmi honorowymi na tej sosnowieckiej gali były dwie kobiety, których losy splotła historia dzięki ocaleniu Szpilmana przez niemieckiego oficera Wermachtu. Mowa tu o Halinie Szpilman żonie kompozytora i o córce Wilma Hosenfelda Jorine Krejci-Hosenfeld.
Miło, że w Sosnowcu robi się także coś  dla ducha, a nie tylko dla ciała. Nie wszyscy szukają wrażeń na narciarskim miejskim stoku czy na terenie skateparków. Niektórym wystarcza nostalgiczny powrót do czasów gdy muzyka była muzyką. Aby miasto żyło i rozwijało się intelektualnie takie i podobne imprezy muszą się odbywać często, bo w Sosnowcu mamy kogo wspominać.

9 października 2011

Sosnowiec w Hurtowni Manufaktury

Bardzo się cieszę, że powstało coś, co jest jak balsam na moją nostalgiczną duszę. Uhonorowanie i przypomnienie tych wszystkich przedsiębiorstw, fabryk, punktów usługowych, które działały w Sosnowcu w okresie międzywojennym, wpływając na jego obecny kształt, a które po drugiej wojnie światowej bardzo szybko i nieodwołalnie odeszły w zapomnienie głównie z powodu ich żydowskich właścicieli.
Przyznaję się, że o projekcie Hurtownia Manufaktury - miejskim szlaku upamiętniającym sosnowieckie przedsiębiorstwa międzywojenne dowiedziałam się przypadkowo. Moją uwagę przykuła tablica umieszczona w bramie jednej z będzińskich kamienic (projekt obejmuje też Będzin i Dąbrowę Górniczą) upamiętniająca Skład Futer przy al. Kołłątaja 14 , którego właścicielami byli L. Goldsztajn i  W. Tenenberg.
Przedsiębiorstw podobnych do wyżej wymienionego było niemało również w Sosnowcu. Folder prezentujący sosnowiecki szlak przedsiębiorstw międzywojennych wymienia ich 55.
Wielki ukłon w stronę autorów projektu, którzy wpadli na  niebanalny pomysł zaprezentowania bardzo ciekawej historii dnia codziennego w tamtych czasach. Ilość (a przecież wycinkowa) prezentowanych przedsiębiorstw świadczy o wielkiej różnorodności miasta w okresie międzywojennym i otwartości na rozmaite potrzeby potencjalnego klienta.
Słyszycie ten gwar na Modrzejowskiej i innych okolicznych ulicach: "Najlepsze towary tylko u mnie! Może szanowna Pani zechce wstąpić ? Tylko u mnie najmodniejsze kapelusze! Najświeższe bułeczki codziennie rano! Zapraszam!"
Czy tak to wyglądało? Bardzo prawdopodobne. Ale oprócz tej malowniczości był to również ciężki "kawałek chleba". I niewątpliwie bardzo brutalnie przerwany przez okrucieństwo II wojny światowej. Może teraz dzięki tablicom umiejscowionym tam gdzie już nie ma dawnych przedsiębiorstw, a jest zupełnie coś innego i w innej rzeczywistości, łatwiej nam będzie wyobrazić to sobie. Warto o tym pamiętać!

A tu jeszcze ku przypomnieniu garść starych reklam sosnowieckich:








 Jakże inne od współczesnych reklam!
Pozdrawiam :)

11 września 2011

Sosnowieckie portrety kobiece

Witam serdecznie po dłuższej nieobecności na mojej sosnowieckiej stronie. Urlop i rozpoczynający się rok szkolny mojej starszej córki uczyniły rzadszym moje blogowanie. Ale już jestem z powrotem i wracam ponownie do tematu starych  fotografii z sosnowieckich atelier. Przeglądając ostatnio moje retro pocztówki retro pocztówki  nieoczekiwanie natknęłam się wśród nich na sosnowieckie portrety kobiet, o których już prawie zapomniałam, że je mam. Pierwszy z nich zrobiony został w zakładzie fotograficznym J. Wereckiego i jest dość zwyczajny. Zdjęcie młodej kobiety, nie wiem nawet czy nie uczennicy sądząc po ciemnym ubiorze i młodym obliczu. Druga fotografia zrobiona została  w Atelier Stelmaszczyk. Bardzo lubię to zdjęcie z powodu ubioru kobiety a zwłaszcza jej uroczego kapelusza, jak i z powodu pomysłu (zdjęcie z cieniem):







Pozdrawiam serdecznie :))

1 sierpnia 2011

Powstanie warszawskie

Dziś w momencie wycia syreny o godzinie siedemnastej zawładnęła mną refleksja dotycząca powstania warszawskiego. Nie dotyczyła ona jednak tak jak u niektórych zasadności tego zrywu, dotyczyła natomiast kobiet, które w tym powstaniu poległy. Temat udziału kobiet w historii, zwłaszcza regionalnej bardzo mnie interesuje i pobudza moją wyobraźnię i wrażliwość. To były w większości młode kobiety na progu swojego małżeńskiego życia, na progu macierzyństwa, na progu... życia po prostu. Niektóre zginęły same, niektóre wraz z rodziną. Niektóre nawet nie zdążyły mieć dzieci, studiowały, uczyły się, chciały być kimś. Jak wielkiego poświęcenia trzeba, żeby dokonać takiego ekstremalnego wyboru między swoim życiem a przyszłością swojej ojczyzny. Chyba nie jesteśmy obecnie w stanie tego zrozumieć, w tych naszych współczesnych, plastikowych czasach.
W mojej rodzinie jedna z krewnych także brała udział w powstaniu. Była stąd ale w Warszawie pracowała podobno w jakiejś fabryce perfum i stąd ten udział. Na szczęście je przeżyła a później była dość barwną postacią którą dobrze zapamiętałam z wizyt u moich dziadków.
Niestety nie wszystkie sosnowiczanki lub szerzej zagłębianki  miały tyle szczęścia co moja ekscentryczna ciocia Zofia. Chciałabym kiedyś zebrać razem biogramy tych kobiet, żeby jakoś udokumentować tragiczne losy naszych regionalnych bohaterek. Może mi się uda...powoli...

Zofia

Z takimi rocznicami jak dzisiejsza zwykle kojarzy mi się ta piękna piosenka Czerwonych Gitar:



Pozdrawiam serdecznie

26 lipca 2011

Meyerholdowie

W poprzednim artykule dotyczącym Mauzoleum Dietlów wspomniałam o wpisaniu go do rejestru zabytków. Poza nim wpisano tam jeszcze inny obiekt z sosnowieckiego czterowyznaniowego cmentarza, a mianowicie grobowiec rodziny Meyerholdów. Jak piszą na stronie Zagłębie Info:

" Decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach, do rejestru zabytków nieruchomych województwa śląskiego wpisano grobowiec rodziny Meyerholdów, znajdujący się w Sosnowcu, na cmentarzu ewangelicko- augsburskim przy ul. Smutnej. Po mauzoleum Dietlów to kolejny obiekt sztuki sepulkralnej wpisany do rejestru.Grobowiec wybudowany został w 1906 roku w stylu secesyjnym przez przemysłowca Jana Meyerholda, właściciela Zakładów Przemysłu Stalowego Meyerhold i Spółka w Będzinie. W tym samym roku został tam pochowany jego syn, także Jan. Wykonawcą budowli była firma Lolat Eisenbeton Breslau AG z Wrocławia. W roku 1929 pochowano tam zmarłego fundatora, a po drugiej wojnie światowej najprawdopodobniej wdowę po Janie Meyerholdzie."

Jako ciekawostkę (jako, że interesują mnie jako genealoga amatora tego typu dokumenty ) chciałabym przytoczyć tekst nekrologu wspomnianego tu syna Jana, który faktycznie zmarł w 1906 roku. nekrolog ukazał się w "Gońcu Częstochowskim" i miał następującą treść:

Jan MEYERHOLD, student Uniwersytetu Lipskiego, zm. 28 III 1906 w Lipsku, przeżywszy lat 22. Eksp. zwłok z dworca Warszawsko – Wiedeńskiego w Sosnowcu do grobu rodzinnego na miejscowym cm.
Ewangelickim nastąpi 2 IV 1906. Zapr. rodzice, bracia i rodzina
„Wiad. Częst.” 1906, nr 30, s. 3; nr 31, s. 3

Autor: Dawid Chalimoniuk. Agencja Gazeta


Pozdrawiam serdecznie

Mauzoleum Dietlów

Zawsze ilekroć jadę ulicą Grota - Roweckiego i mijam mur sosnowieckiego cmentarza czterech wyznań zastanawia mnie jedna rzecz. Mam na myśli kontrast jaki widać pomiędzy monumentalną, wręcz teatralną budowlą Mauzoleum Dietlów, a nowoczesnością i pospolitością dzisiejszej ulicy sąsiadującej z cmentarzem. Heinrich Dietel zamawiając u Józefa Pomian Pomianowskiego dla swojej rodziny projekt tego ogromnego grobowca w stylu antycznych budowli, pewnie się nie spodziewał w jakim późniejszym otoczeniu przyjdzie mu spoczywać. Teraz poza cmentarnym murem suną autobusy, przepychają się samochody, hałasują kamieniarze, bo przecież każdy szanujący się zakład kamieniarski powinien być usytuowany  w pobliżu cmentarza, podobnie jak zakład pogrzebowy w pobliżu szpitala. W myśl zasady, że trzeba kuć żelazo od razu póki gorące i w takim otoczeniu klienci zaraz się znajdą. No ale brak pewnych etycznych, elementarnych zasad to już znak dzisiejszych dni, a Heinrich Dietel chciał tylko spocząć godnie w miejscu imponującym jak na fabrykanta i przemysłowca przystało. Tak się też stało, tylko niestety  z biegiem już współczesnych czasów grobowiec zaczął powoli niszczeć. Na szczęście w końcu wpisano go do rejestru zabytków co pozwoliło na niezbędne prace renowacyjne. W mauzoleum wzniesionym w 1912 roku pochowany jest Heinrich Dietel (1839 - 1911 ) wraz z żoną Klarą z domu Jacob. Od ruchliwej, żyjącej swoim współczesnym życiem ulicy monumentalną budowlę odgradzają groby zwykłych sosnowiczan ( w tym mojego Dziadka ), którzy również dzięki Dietlom mogli mieszkać w mieście o takim a nie innym charakterze. Dbajmy o nasze lokalne zabytki bo to świadczy o naszej tożsamości i przynależności historycznej.

Mauzoleum Dietlów
Pozdrawiam serdecznie

8 lipca 2011

W małym kinie

Pamiętam taki obrazek z dzieciństwa. Dziadek na fotelu oglądający cykliczny program Stanisława Janickiego "W starym kinie" i ja po raz enty słuchająca charakterystycznego dźwięku czołówki tego programu. Dziś już wiem, że to fortepianowa wersja piosenki " W małym kinie" skomponowanej przez Władysława Szpilmana. Kompozytor urodzony w Sosnowcu w rodzinie żydowskiej całe życie żył i funkcjonował dzięki muzyce. Dzięki graniu mógł utrzymać rodzinę zanim stracił ją w obozie w Treblince. Muzyka ocaliła mu w końcu życie podczas wojny, gdy grającego Szpilmana znalazł w ruinach Warszawy oficer Wermachtu. Wilm Hosenfeld zafascynowany jego muzycznymi interpretacjami i talentem ocalił mu życie, dbając jednocześnie o podstawowy byt i dostarczając mu żywności. Burzliwe dzieje pianisty doczekały się świetnego filmu Romana Polańskiego , w którym Szpilmana zagrał Adrien Brody, aktor o przedwojennej powierzchowności. Tak na marginesie losy jego rodziny dziwnie splatają się z losami Szpilmana. Pradziadek był Polakiem a krewni, którzy w czasie wojny pozostali w Polsce również zginęli w obozie.
Cieszy fakt, że Sosnowiec pamięta nie tylko o Kiepurze. Rok 2011 został w mieście ogłoszony "Rokiem Władysława Szpilmana". W grudniu minie setna rocznica urodzin tego znanego sosnowiczanina. W związku z tym powstał projekt zatytułowany Ogólnopolski Konkurs Piosenki AL LEGRO TRIBUTE TO SZPILMAN. Seria wydarzeń muzycznych zakończy się w grudniu galowym koncertem w sosnowieckim  Teatrze Zagłębia w którym wystąpią finaliści konkursu.

" W małym kinie"
(muz. Władysław Szpilman, sł. Ludwik Starski)

Mieliśmy pójść do kina
wybacz, nie pójdę dziś.
W mroku zasiądę do pianina
w przeszłość pobiegnie myśl.

Małe kino
czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino
a w zacisznej loży ty i ja...

Na ekranie
on ją kocha i umiera dla niej.
My wierzymy, bośmy zakochani
dla nas to jest prawda, a nie gra.

To jakby o nas był film
więc my wpatrzeni
ach, jak wzruszeni miłością swą.

W małym kinie
nikt już nie gra dzisiaj na pianinie.
Nie ma już seansów w małym kinie.
W małym niemym kinie "Ptit Tria-non".

Nic tak nie przypomina
dawnych odległych chwil
jak muzyczka z niemego kina
rzewna jak stary film.  


Źródła:
Al Legro Tribute To Szpilman
Tylko Polska Muzyka

27 czerwca 2011

Sosnowiec - miasto pałaców

Kto mieszka w Sosnowcu ten wie (choć też nie jestem pewna czy wszyscy ), że Sosnowiec mimo że na to nie wygląda obfituje w różne zabytkowe budowle, w tym kilka pałaców. Kto tu nie mieszka na ogół bywa tym faktem zaskoczony.  Nie ma  w tym jednak nic zaskakującego, ponieważ zabytki te związane są ściśle z rozwojem miasta, który był możliwy również dzięki napływowi obcego kapitału. A ów kapitał wnieśli ze sobą przede wszystkim niemieccy przemysłowcy Dietlowie i Schonowie, którzy dość szybko stali się istotną częścią sosnowieckiej społeczności. Dając pracę w swoich fabrykach i mieszkania dla pracowników musieli również pomyśleć o swoich rodzinnych siedzibach.
Rezydencja Dietlów stanęła przy ul. Żeromskiego (wtedy Dietlowskiej) wraz z zabudowaniami fabrycznymi , parkiem i świątynią ewangelicką. Obecnie pozostający w rękach prywatnych  pałac odzyskuje dawną świetność. Znajduje się w nim kilka reprezentacyjnych, dobrze zachowanych pomieszczeń na czele z imponującą łazienką.
Schonowie natomiast pozostawili po sobie trzy pałace. W jednym z nich  przy ul. Chemicznej mieści się obecnie Muzeum Miejskie ze stałą wystawą szkła artystycznego. Obok w tym samym parkowym otoczeniu usytuowany jest drugi mniejszy pałac, zwany Pałacem Wilhelma. Prawdopodobnie pełnił on funkcję pałacu gościnnego. Rok temu w pożarze zniszczeniu uległa znaczna część zabytkowej budowli .Trzecia rezydencja usytuowana w centrum miasta pełni dziś funkcję siedziby sądu. Kiedyś otaczał ją obszerny park z grotami i jeziorkiem po którym pływały łódki.
W Sosnowcu ponadto stoi sobie zamek o średniowiecznym rodowodzie, dziś usytuowany w zupełnie niespodziewanym miejscu, wciśnięty między kryte lodowisko a osiedle mieszkaniowe. Obecnie  mieści się w nim Centrum Sztuki.
Wyjeżdżając z centrum i kierując się w stronę dzielnicy Zagórze spotkać można jeszcze jeden interesujący obiekt jakim jest  Dwór Mieroszewskich.
Zapraszam do Sosnowca :)

A oto fotografie wspomnianych zabytków:

Pałac Dietla. Źródło: Wikimedia Commons. Autor: Michał Sz.


Pałac Schona. Źródło: http://news.o.pl/2009/08/22/sosnowiec-gra/palac-schoena_muzeum/




Pałac Wilhelma. Źródło: Wikimedia Commons. Autor: Olo81



Pałac Schona-sąd. Żródło: Wikimedia Commons. Autor: Bastet78



Zamek Sielecki. Źródło:Wikimedia Commons. Autor: Stimoroll



Dwór Mieroszewskich. Źródło: http://www.sosnowiec.pttk.pl/odznaka/joachim20.htm#start
Ps. Schonowie powinni być pisani przez o umlaut ale nie działa mi coś kombinacja altu i cyfr. Pozdrawiam :)

16 maja 2011

Gadki sosnowieckie czyli co można usłyszeć stojąc w piekarni po chleb

Dzisiaj coś lekkiego i zupełnie współczesnego dla odmiany, a mianowicie dzisiejszy " folklor sosnowiecki ". Rzecz zasłyszana w kolejce po chleb w " mojej " piekarni. Stały za mną dwie panie w sile wieku i wymieniały luźne uwagi. Do moich uszu dotarły następujące historie:

- Wie pani, a on to chodzi do niej już co wieczór. Punktualnie o ósmej już tam jest !
- No i wszyscy się już z niego śmieją
- No ale on jest rozwodnik i ona chyba też
- Aha ...

- A słyszała pani o tej Wnukowej?
- Wnukowa to ja !
- A to pani ?!
- No, a co miałam słyszeć ?
- A nieee ja tam nic nie wiem ...
- A już myślałam, że się czegoś dowiem o tej Wnukowej !

- A Gałązkową to pani zna ? Bo ona ...
- Nie nie znam
- Eeee, wszyscy znają Gałązkową przecież.

Tyle miejscowego  "folkloru ". Bodaj mieć tylko takie problemy jak owe zażywne Sosnowiczanki. A tak swoją drogą, to ja też nie znam Gałązkowej :)

1 kwietnia 2011

Sosnowieckie stroje komunijne

Oczywiście nie z dnia dzisiejszego. Tematyka ta szczególnie mnie dziś interesuje, bo jesteśmy z naszą starszą córką  w trakcie przygotowań do tej uroczystości. Teraz mają być alby. Kiedyś alb nie było, ale były za to  skromne stroje, które miały swój urok. Szczególnie podobają mi się krótkie sukienki u dziewczynek i zabawne białe podkolanówki u chłopców zestawione z krótkimi spodenkami. Mam parę fotografii dzieci w takich strojach. Zrobiono je oczywiście w sosnowieckich zakładach fotograficznych, nie znam jednak dat.

Najpierw dziewczynki:

Artystyczny Zakład Fotograficzny T. Skórkiewicz. Sosnowiec Perla 5

Artystyczny Zakład Fotograficzny T. Skórkiewicz. Sosnowiec Perla 5

Foto Atelier Stelmaszczyk




 I chłopcy:

Foto Atelier Stelmaszczyk

Foto Krzeszewski. Sosnowiec Modrzejowska 7

 Dziewczynki zamiast koszmarnych (jak dla mnie ) wianków miały na głowie zwykłe białe kokardy i trochę zielono białej dekoracji, natomiast chłopcy oprócz wspomnianych już podkolanówek i krótkich spodenek jeszcze koszule z kołnierzem Słowackiego. Myślę, że te zdjęcia zrobione są najdalej w latach 50. Mój tata miał do Komunii chyba identyczny ubiór, a jego siostra podobną fryzurę jak druga dziewczynka (podpięte loki). Jedno jest pewne. Przygotowań na pewno było mniej niż obecnie.

Pozdrawiam

21 marca 2011

Sosnowieckie elegantki

Bardzo lubię stare fotografie kobiet z okresu międzywojennego, ale też z końcówki lat 1800. Mam kilka takich w swoich zbiorach, które przedstawiają dawne mieszkanki Sosnowca, lub też kobiety, które tylko skorzystały z usług miejscowych fotografów , choć wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo na ogół, żeby zrobić sobie zdjęcie nie jechało się specjalnie do innego miasta, tylko korzystało raczej z lokalnego rynku usług. Szukam takich zdjęć według różnego klucza. Zachwycają mnie dawne uczesania jak np. takie misterne fale:

Fotografia Atelier Stelmaszczyk



Moja prababcia miała takie same. Pamiętam jeszcze takie jej metalowe, długie spinki do ich zrobienia :


Czasem moją uwagę zwracają eleganckie okrycia np. futra:

Fotografia Braci Altman

Fotografia Braci Altman

Zastanawiam się tu jednocześnie czy były one własnością tych kobiet, tzn. czy ich status społeczny pozwalał im na noszenie tego typu ubrań, czy też to tylko kostiumy będące własnością atelier.

Czasem liczy się całokształt, który daje wyobrażenie o tym co się wówczas nosiło:

Fotografia Foto - STAR. Sosnowiec Piłsudskiego 42



Zawsze się zastanawiam co później stało się z tymi kobietami. Ile z nich przeżyło wojnę, ile zostało wywiezionych czy zamordowanych, którym z nich się udało wyjechać za granicę? Myślę też czy miały mężów, dzieci, czym się zajmowały? Takie kobiece pytania...

2 marca 2011

Romans z Sosnowcem w tle. Część 4

Z otwartych okien na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Kołłątaja 6 dobiegał zdenerwowany i mocno podniesiony kobiecy głos:
- Nie zostanę tu ani chwili dłużej! Ty i ten twój Sosnowiec!
-Ależ Polu! Wszystko się jeszcze ułoży!
- Nic się nie ułoży! Ja potrzebuję świata, przestrzeni, powietrza, a nie tej twojej dusznej, mieszczańskiej kamienicy!
- Nie tak dawno chciałaś tu ze mną mieszkać - głos mężczyzny wydawał się być zrezygnowany
- Ale już nie chcę! Mam dosyć ciebie, tego miasta i tego mieszkania. Wyjeżdżam jak najszybciej pierwszym pociągiem do Berlina!
- Dobrze, skoro tego chcesz...Ale wiesz, że trzeba jeszcze uporządkować pewne sprawy...
- Sam sobie porządkuj, ja nie mam głowy do urzędowych spraw, w końcu to ty jesteś komendantem policji!
Ostatnie słowa do męża Pola wypowiadała już będąc w drzwiach i nie patrząc mu w oczy. Zatrzymała się jednak jeszcze na chwilę, wzrokiem omiotła mieszkanie, po czy spojrzała na Dąmbskiego i powiedziała:
- Mam do ciebie ostatnią prośbę. Odeślij moje bagaże na dworzec, zaczekam tam na nie. Tu nie mogę zostać ani chwili dłużej - to mówiąc Pola zamknęła drzwi.
Dąmbskiemu wydawało się, że usłyszał w tych ostatnich jej słowach nutkę tęsknoty za tym co kiedyś ich połączyło. Historia, która zaczęła się na sosnowieckim dworcu, tu również dobiegła końca. Eugeniusz Dąmbski nie zobaczył Poli już nigdy więcej.

Epilog

Pola Negri rozwód z Dąmbskim uzyskała w 1922 roku, a dokumenty rozwodowe otrzymała przebywając w  Paryżu. Stamtąd prawdopodobnie w 1923 roku po raz pierwszy przyjechała do Hollywood. Później przebywała jeszcze w Niemczech, żeby ostatecznie przed wybuchem wojny wrócić do Ameryki. Zmarła w San Antonio 1 sierpnia 1987 roku.

Moja opowieść o Poli Negri jest luźnym nawiązaniem do artukułu o niej. Opiera się wyłącznie na moim osobistym wyobrażeniu jej osoby i jej sosnowieckiej historii.

Źródła:

Pola Negri wraca do Sosnowca
Chalupec Apolonia "Pola Negri"

Na zakończenie jeszcze dwie fotografie:

Grobowiec Eleonory Kiełczewskiej i jej córki Apolonii Chalupec  
Źródło: Genealogia OKIEM

Najnowsza książka o Poli Negri


Pozdrawiam

17 lutego 2011

Romans z Sosnowcem w tle. Część 3

- Witam szanowne panie! Jestem wielce zaszczycony, że mogę Panią poznać - rzekł hrabia Dąmbski wręczając matce Poli piękny bukiet kwiatów
- Polu! Jak miło jest Cię w końcu widzieć - powiedział do swej przyszłej żony, obdarowując ja bukietem róż
- Dzień dobry Eugeniuszu !Cieszę się, że w końcu dojechałyśmy, jesteśmy trochę zmęczone.
- Wiem, wiem, zaraz się tym zajmę. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pozwoliłem sobie zakwaterować moje drogie panie w Hotelu Warszawskim, tu niedaleko, naprzeciwko dworca. Zaraz podjedzie umyślny po bagaże szanownych pań.
- To dobrze, dziękujemy ci za troskę. Wieczorem spotkamy się we trójkę i omówimy wszystko raz jeszcze.
- Oczywiście! Będę punktualnie.

Kilkanaście dni później Sosnowiec  huczał od  plotek:
- Sensacja! Sensacja! Hrabia Eugeniusz Dąmbski, komendant miejscowej policji żeni się z aktorką i artystką kinematograficzną Polą Negri ! Ślub dziś, o godzinie  trzeciej po południu w kościele parafialnym ! - rozwiał wszelkie wątpliwości wrzeszczący chłopiec roznoszący poranne gazety.
Domysły i przypuszczenia nie ustawały aż do wczesnego popołudnia:
- Słyszała pani? Nie dosyć, że aktorka to jeszcze hrabina z niej będzie!
- Hrabinia czy nie hrabinia to się jeszcze okaże droga pani. Z aktorki to nigdy nic dobrego być nie może.
Dwie kobiety przekomarzały się długo na placu prze dworcem, gdy tymczasem  pod sosnowiecki kościół zaczęły podjeżdżać pierwsze dorożki i automobile. Ostatnie przygotowania  do ślubu trwały ...

cdn ...

Źródło: Filmpolski.pl. Color by Nessa Vardamir  

10 lutego 2011

Ach, co to był za ślub ...

Dzisiaj w oczekiwaniu na wenę twórczą niezbędną do napisania trzeciej części Romansu z Sosnowcem w tle chciałabym zaprezentować stare sosnowieckie fotografie ślubne. Przypuszczam, że pochodzą z lat trzydziestych i czterdziestych. Na początek zdjęcia z Photo-Atelier M. Ćwirko - Godycki mieszczącego się na ulicy Orlej 28




Oglądając te zdjęcia nasunęły mi się dwa spostrzeżenia. Pierwsze dotyczy oczywiście ówczesnej mody ślubnej. Jak widać wśród kobiet popularne były - także do ślubu - kapelusze. Średnio duże z wywijanym rondem, z upiętą dekoracyjnie wstążką i woalką. Pani z pierwszego zdjęcia ma bukiet z lilii, na drugim zdjęciu chyba widzę róże. Obydwie kobiety mają również podobnie wykończoną sukienkę przy szyi - rodzajem małej wywijanej stójki. Druga z nich ubrana jest również w rodzaj przedłużanego żakietu. Kobieta a właściwie chyba młoda dziewczyna z trzeciej fotografii ma na głowie welon, upięty w charakterystyczny sposób. Welon przybrany jest mirtem. Do tego chyba prosta sukienka, której tutaj niestety nie widać. Co do panów to wszyscy bez wyjątku mają ciemne garnitury, koszule z łamanym kołnierzykiem i białe muchy.

Drugie moje spostrzeżenie a propos tych zdjęć dotyczy wieku małżonków. Na dwóch pierwszych zdjęciach małżonkowie stoją lub siedzą obok siebie, przy czym kobiety opierają się plecami o swoich mężów. Najbardziej widać to na zdjęciu drugim. "Mowa ciała" mówi, że ten mężczyzna jest dla kobiety prawdziwym oparciem, widać to zresztą po jego triumfalnej minie, a jego żona też nie wygląda na niezadowoloną. Małżonkowie wyglądają na osoby dojrzałe. Natomiast małżonkowie z trzeciego zdjęcia patrzą każde przed siebie, wręcz wyglądają na przestraszonych faktem ślubu. Wydaje się, że są dużo młodsi od tamtych par, a ślub jest z jakiegoś powodu przymusowy. Może dziecko, może przymus rodziny ? Kto wie ...

Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie, tym razem z Zakładu Fotograficznego Wł. Gorczycy. Atelier mieściło się na zbiegu ulic Orlej i Brackiej pod numerem 1.


Tu jeszcze inna ślubna stylizacja. Pan niewiele różni się od poprzednich mężczyzn. Jedynie koszula nie posiada łamanego kołnierzyka. Kobieta natomiast ma całkiem inaczej, bo wysoko upięty welon, przybrany kwiatami z materiału. Do tego suknię z małym dekoltem i falbanką na karczku. Bukiet zrobiony jest z małych kwiatów, ale nie bardzo mogę rozszyfrować z jakich.

Jeśli chodzi o pozostałe obserwacje to małżonkowie patrzą w tym samym kierunku, a to chyba dobry znak ...

3 lutego 2011

Romans z Sosnowcem w tle. Część 2

Zamyślony hrabia Dąmbski czekał już dłuższą chwilę przy stoliku w głębi sali, gdy kątem oka dostrzegł wchodząca do lokalu dystyngowaną kobietę. Poznał ją od razu choć tym razem miała na sobie elegancki jasny płaszcz z okazałym futrzanym kołnierzem. Gdy podeszła bliżej, wstał energicznie i zwrócił się do niej:
- Pani pozwoli, że wezmę jej płaszcz
Szybko zabrał okrycie, podając je szatniarzowi, a sam poprowadził swoją towarzyszkę do stolika
- Proszę bardzo! Jestem niezmiernie szczęśliwy, że zechciała pani przyjąć moje skromne zaproszenie.
- Panie Dąmbski! Nie jestem pewna czy postępuję właściwie spotykając się tu z panem.
- Ależ proszę nie mieć obiekcji! Jestem pani winien przeprosiny i dlatego chciałem się spotkać tutaj, a nie na posterunku policji. To zupełnie niestosowne miejsce dla szanownej pani.
-Przepraszam bardzo, czy zechcą państwo zapoznać się z naszym menu? - przerwał kelner
- Tak, poprosimy o kartę dań

- Dziękuję panu! To było bardzo miłe spotkanie, niestety śpieszę się. Mój pociąg do Berlina nadjedzie lada chwila
- Cieszę się widząc panią w lepszym nastroju, niż wtedy gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Czy mogę mieć nadzieję, że jeszcze się zobaczymy?
- Proszę do mnie napisać, to mój adres - kobieta podała Dąbskiemu skrawek papieru ozdobiony zamaszystym pismem.
- Dziękuję serdecznie, proszę oczekiwać listu ode mnie
- Do widzenia panie Dąmbski, proszę mnie już nie zatrzymywać.

cdn ...

Pola Negri

28 stycznia 2011

Romans z Sosnowcem w tle. Część 1

Był mroźny zimowy dzień 1919 roku. Na sosnowieckiej, granicznej stacji kolei warszawsko - wiedeńskiej zatrzymał się pociąg. Wśród gwaru wsiadających i wysiadających podróżnych słychać było podniesiony kobiecy głos:
- Proszę mnie puścić, jak pan śmie, nie pojmuję o co chodzi!
Piękna kobieta otulona pysznym futrem nerwowo maszerowała w eskorcie celnika, który dzierżył jej bagaż - tajemnicze pudełko
- Pan oczywiście nie wie kim jestem, w przeciwnym razie nie zatrzymałby pan mojego filmu!
-Droga pani! Niezwłocznie wszystko wyjaśnimy, ale niestety muszę w tym celu zaprowadzić szanowną panią do tutejszego komendanta policji. Jest Pani podejrzana o przemyt.
-Ależ to niedorzeczne drogi panie!Chodźmy szybciej! Koniecznym jest natychmiastowe wyjaśnienie tego oszczerczego pomówienia!

-Co to jest? Co to za pudełko? - spytał zaskoczony komendant Dąmbski
-Znalazłem to przy pasażerce, to chyba próba przemytu - niepewnie tłumaczył celnik
-Natychmiast proszę otworzyć, a szanowną panią poproszę o dokumenty. Wydaje mi się, że gdzieś już panią widziałem...
- Panie komendancie to chyba... film - głos celnika brzmiał coraz ciszej
- Oczywiście, że film! Mój własny film "Niewolnica zmysłów". Panie komendancie, mówiłam temu panu ale w ogóle nie zechciał mnie słuchać! Czy może szanowny pan coś zrobić w mojej sprawie? Śpieszę się do Berlina i jestem już bardzo spóźniona przez tę idiotyczną pomyłkę!
Zdenerwowany Dąmbski podniesionym głosem oznajmił celnikowi:
- Może pan odejść, narobił pan wystarczającego zamieszania i naraził tę panią na niespodziewane przeszkody w podróży!
Potem zwrócił się do obrażonej kobiety:
- Najmocniej panią przepraszam! Pani Pola Negri ? Nie mylę się, prawda? Przepraszam ale nie przedstawiłem się przez to zamieszanie. Nazywam się hrabia Eugeniusz Dąmbski. Jako komendant tutejszej policji, ale też wielbiciel pani talentu chciałem serdecznie prosić by pani zapomniała o tym przykrym i uwłaczającym pani godności incydencie. Przepraszam, że się ośmielam ale czy w ramach przeprosin szanowna pani pozwoli się zaprosić na kolację?
- Nie wiem. Jestem już spóźniona, ale  mam trochę czasu zanim przyjedzie następny pociąg. Dobrze...przyjmuję przeprosiny. O której i gdzie chce się pan ze mną spotkać?

cdn...

Pola Negri pędzla  Tadeusza Styki

24 stycznia 2011

Tadeusz – nieznany sosnowiecki bohater

Na moim blogu będę czasem zahaczać o historię II wojny światowej. Nie brakowało wtedy w  Sosnowcu bohaterów. Dziś jedna taka historia:

Tadeusz Edward przyszedł na świat jako pierworodny syn Anny i Józefa. Urodził się w Łazach 6 sierpnia 1921 roku.  Jego rodzice w momencie jego urodzenia byli młodymi ludźmi. Mama miała prawdopodobnie około 18, a tata 24 lat. O jego dzieciństwie niewiele wiadomo. W 1923 również w Łazach urodził się Tadeuszowi brat Kazimierz Stanisław.  Początkowo rodzina mieszkała na tamtych jurajskich  terenach, jednak potem w poszukiwaniu zarobku przeniosła się do Sosnowca. Chłopcy na pewno już gdzieś w okolicach 1930 roku chodzili tu do szkoły powszechnej w Zagórzu, a następnie tutaj dorastali. Gdyby ich ojcu Józefowi nie odmówiono ze względów zdrowotnych pozwolenia na emigrację, wyjechaliby  pewnie całą rodziną do Francji  jak jego siostra Waleria w 1924 roku. Losy Tadeusza być może potoczyłyby się wtedy zupełnie inaczej, pozostałych członków rodziny zresztą również. Los zadecydował jednak o pozostaniu w Sosnowcu . Tu gdy Tadeusz miał 17 lat, a Kazimierz 15 w 1938 roku, w sile wieku zmarł ich ojciec Józef, tu również rok później zastała ich wojna.  W rok po wybuchu wojny Tadeusz został zabrany  na roboty przymusowe do Niemiec.  Dokładnie 14 września 1940 trafił do Norymbergi,  gdzie początkowo przebywał pod adresem Landgrabenstrasse 140 - był to rodzaj męskiej sali gimnastycznej, gdzie prawdopodobnie tymczasowo przetrzymywano tam mężczyzn zabranych z Polski do pracy. Stąd  18 grudnia 1940 trafił do obozu dla Polaków przy Finkenbrunn 32. Ponieważ był z zawodu tokarzem zatrudniono go  w firmie Siemens-Schuckert-Werke AG na takim stanowisku pracy w okresie od 15 listopada 1940 do 14 listopada 1942. W lutym 1942 przechodził w Norymberdze jakieś  badania, być  może w związku z zatrudnieniem lub też  był na coś leczony. Od 5 do 17 sierpnia 1942 Tadeusz zostaje uwięziony w więzieniu policyjnym w Norymberdze, natomiast dalsze jego losy między wrześniem 1942 a lutym 1943 nie są znane.  1 marca 1943 roku Sąd Specjalny w Norymberdze (Sondergericht) wydaje wyrok skazujący Tadeusza na karę śmierci. 17 marca  Tadeusz zostaje osadzony w więzieniu penitencjarnym Stadelheim w Monachium, a 7 czerwca 1943 roku na mocy decyzji ministra sprawiedliwości Rzeszy, Wyższy Sąd Wojewódzki w Norymberdze rozstrzyga o wykonaniu wyroku. Do tego momentu Tadeusz cały czas przebywa w Stadelheim. Miesiąc przed egzekucją pisze do swojej Mamy i Brata list, w którym informuje, że skazany został na karę śmierci. Za 6 dni dowie się o odmownej decyzji co do ułaskawienia. Wyrok wykonano poprzez dekapitację (ścięcie) w dniu 25 czerwca 1943 roku o godzinie 18.13, a ciało przewieziono do Instytutu Anatomii w Erlangen. W tym samym roku, za dwa miesiące Tadeusz skończyłby 22 lata. 
 Z dokumentów niemieckich wynika, że przyczyną wydania wyroku skazującego był sabotaż jakiego Tadeusz się dopuścił, wykonując w sposób wadliwy korpusy silników i niszcząc tym samym środki zbrojne. Z jego listu natomiast wynika, że wydali go Polacy, mimo, że oddawał im swoją przydziałową kartkę na chleb. Nie wiadomo dziś jak dokładnie to wtedy wyglądało. Wiadomo natomiast, że Tadeusz jest bohaterem, który zginął w młodym wieku za Ojczyznę. Poza tym jest (był) Sosnowiczaninem, co jest dodatkowym powodem do dumy.
I coś jeszcze na zakończenie: Dziadku! Tyle mi się udało dowiedzieć o Twoim bracie.
Do czasu twojej  śmierci i śmierci Waszej Mamy w 1988 roku właściwie nic nie wiedzieliście … 


Tadeusz