Blog ten powstał z sentymentu. Z sentymentu do miasta w którym się urodziłam, a które dziś przedstawia zupełnie inne oblicze niż dawniej. Mam tu na myśli czasy, których nie mogę pamiętać, ale które bardzo działają na moją wyobraźnię. Czasy, kiedy miasto się rozwijało i było zarówno przemysłowym jak i kulturalnym miejscem dla ludzi różnych narodowości. Dawny Sosnowiec od zawsze kojarzy mi się z "Ziemią Obiecaną" Reymonta. Tu podobnie jak w Łodzi współistnieli polscy przedsiębiorcy, żydowscy sprzedawcy wszystkiego co dało się sprzedać i niemieccy przemysłowcy, którzy na długo zadecydowali o charakterze tego miasta. Nie brakowało sklepów, zakładów usługowych, kin czy restauracji. Rozwijała się oświata, kultura, również w dużej mierze za sprawą ludności napływowej. Wielokulturowe miasto tętniło życiem... Późniejsza wojenna i powojenna historia wiele zmieniła. Chciałabym aby mój blog oddał choć trochę ducha tamtych barwnych czasów

24 października 2012

Para w czerni

Witam:)

Dziś z moich zbiorów zdjęcie pary, najprawdopodobniej małżeństwa zrobione w atelier Braci Altman. Fotografia w formacie gabinetowym.



29 września 2012

Zosi na pamiatkę

Witam!
Dziś chcę Wam pokazać trzy zdjęcia. Fotografie są prawie identyczne, przedstawiają bowiem trzy młode dziewczyny w szkolnych strojach. Na dwóch z nich widnieją daty: marzec i wrzesień 1938 roku. Zosia, Wanda i Halina ofiarowały swoje podobizny na pamiątkę znajomej, również Zosi - najprawdopodobniej swojej szkolnej koleżance. Chwile szkolnej przyjaźni i beztroski na rok przed wybuchem wojny...

Zdjęcia zrobiono w Zakładzie Artystycznym, Portretowym i Fotograficznym Stanisława Lazara przy ulicy Piłsudskiego 14



1 września 2012

Dziewczyna w białym kołnierzu

Zdjęcie zrobiono w Zakładzie Fotograficznym T. Tkacz przy ulicy Sieleckiej




Romans z Sosnowcem w tle

Był mroźny zimowy dzień 1919 roku. Na sosnowieckiej, granicznej stacji kolei warszawsko - wiedeńskiej zatrzymał się pociąg. Wśród gwaru wsiadających i wysiadających podróżnych słychać było podniesiony kobiecy głos:
- Proszę mnie puścić, jak pan śmie, nie pojmuję o co chodzi!
Piękna kobieta otulona pysznym futrem nerwowo maszerowała w eskorcie celnika, który dzierżył jej bagaż - tajemnicze pudełko
- Pan oczywiście nie wie kim jestem, w przeciwnym razie nie zatrzymałby pan mojego filmu!
-Droga pani! Niezwłocznie wszystko wyjaśnimy, ale niestety muszę w tym celu zaprowadzić szanowną panią do tutejszego komendanta policji. Jest Pani podejrzana o przemyt.
-Ależ to niedorzeczne drogi panie!Chodźmy szybciej! Koniecznym jest natychmiastowe wyjaśnienie tego oszczerczego pomówienia!

-Co to jest? Co to za pudełko? - spytał zaskoczony komendant Dąmbski
-Znalazłem to przy pasażerce, to chyba próba przemytu - niepewnie tłumaczył celnik
-Natychmiast proszę otworzyć, a szanowną panią poproszę o dokumenty. Wydaje mi się, że gdzieś już panią widziałem...
- Panie komendancie to chyba... film - głos celnika brzmiał coraz ciszej
- Oczywiście, że film! Mój własny film "Niewolnica zmysłów". Panie komendancie, mówiłam temu panu ale w ogóle nie zechciał mnie słuchać! Czy może szanowny pan coś zrobić w mojej sprawie? Śpieszę się do Berlina i jestem już bardzo spóźniona przez tę idiotyczną pomyłkę!
Zdenerwowany Dąmbski podniesionym głosem oznajmił celnikowi:
- Może pan odejść, narobił pan wystarczającego zamieszania i naraził tę panią na niespodziewane przeszkody w podróży!
Potem zwrócił się do obrażonej kobiety:
- Najmocniej panią przepraszam! Pani Pola Negri ? Nie mylę się, prawda? Przepraszam ale nie przedstawiłem się przez to zamieszanie. Nazywam się hrabia Eugeniusz Dąmbski. Jako komendant tutejszej policji, ale też wielbiciel pani talentu chciałem serdecznie prosić by pani zapomniała o tym przykrym i uwłaczającym pani godności incydencie. Przepraszam, że się ośmielam ale czy w ramach przeprosin szanowna pani pozwoli się zaprosić na kolację?
- Nie wiem. Jestem już spóźniona, ale  mam trochę czasu zanim przyjedzie następny pociąg. Dobrze...przyjmuję przeprosiny. O której i gdzie chce się pan ze mną spotkać?

***

Zamyślony hrabia Dąmbski czekał już dłuższą chwilę przy stoliku w głębi sali, gdy kątem oka dostrzegł wchodząca do lokalu dystyngowaną kobietę. Poznał ją od razu choć tym razem miała na sobie elegancki jasny płaszcz z okazałym futrzanym kołnierzem. Gdy podeszła bliżej, wstał energicznie i zwrócił się do niej:
- Pani pozwoli, że wezmę jej płaszcz
Szybko zabrał okrycie, podając je szatniarzowi, a sam poprowadził swoją towarzyszkę do stolika
- Proszę bardzo! Jestem niezmiernie szczęśliwy, że zechciała pani przyjąć moje skromne zaproszenie.
- Panie Dąmbski! Nie jestem pewna czy postępuję właściwie spotykając się tu z panem.
- Ależ proszę nie mieć obiekcji! Jestem pani winien przeprosiny i dlatego chciałem się spotkać tutaj, a nie na posterunku policji. To zupełnie niestosowne miejsce dla szanownej pani.
-Przepraszam bardzo, czy zechcą państwo zapoznać się z naszym menu? - przerwał kelner
- Tak, poprosimy o kartę dań

- Dziękuję panu! To było bardzo miłe spotkanie, niestety śpieszę się. Mój pociąg do Berlina nadjedzie lada chwila
- Cieszę się widząc panią w lepszym nastroju, niż wtedy gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Czy mogę mieć nadzieję, że jeszcze się zobaczymy?
- Proszę do mnie napisać, to mój adres - kobieta podała Dąbskiemu skrawek papieru ozdobiony zamaszystym pismem.
- Dziękuję serdecznie, proszę oczekiwać listu ode mnie
- Do widzenia panie Dąmbski, proszę mnie już nie zatrzymywać.

***

- Witam szanowne panie! Jestem wielce zaszczycony, że mogę Panią poznać - rzekł hrabia Dąmbski wręczając matce Poli piękny bukiet kwiatów
- Polu! Jak miło jest Cię w końcu widzieć - powiedział do swej przyszłej żony, obdarowując ja bukietem róż
- Dzień dobry Eugeniuszu !Cieszę się, że w końcu dojechałyśmy, jesteśmy trochę zmęczone.
- Wiem, wiem, zaraz się tym zajmę. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pozwoliłem sobie zakwaterować moje drogie panie w Hotelu Warszawskim, tu niedaleko, naprzeciwko dworca. Zaraz podjedzie umyślny po bagaże szanownych pań.
- To dobrze, dziękujemy ci za troskę. Wieczorem spotkamy się we trójkę i omówimy wszystko raz jeszcze.
- Oczywiście! Będę punktualnie.

Kilkanaście dni później Sosnowiec  huczał od  plotek:
- Sensacja! Sensacja! Hrabia Eugeniusz Dąmbski, komendant miejscowej policji żeni się z aktorką i artystką kinematograficzną Polą Negri ! Ślub dziś, o godzinie  trzeciej po południu w kościele parafialnym ! - rozwiał wszelkie wątpliwości wrzeszczący chłopiec roznoszący poranne gazety.
Domysły i przypuszczenia nie ustawały aż do wczesnego popołudnia:
- Słyszała pani? Nie dosyć, że aktorka to jeszcze hrabina z niej będzie!
- Hrabinia czy nie hrabinia to się jeszcze okaże droga pani. Z aktorki to nigdy nic dobrego być nie może.
Dwie kobiety przekomarzały się długo na placu prze dworcem, gdy tymczasem  pod sosnowiecki kościół zaczęły podjeżdżać pierwsze dorożki i automobile. Ostatnie przygotowania  do ślubu trwały
...

***

Z otwartych okien na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Kołłątaja 6 dobiegał zdenerwowany i mocno podniesiony kobiecy głos:
- Nie zostanę tu ani chwili dłużej! Ty i ten twój Sosnowiec!
-Ależ Polu! Wszystko się jeszcze ułoży!
- Nic się nie ułoży! Ja potrzebuję świata, przestrzeni, powietrza, a nie tej twojej dusznej, mieszczańskiej kamienicy!
- Nie tak dawno chciałaś tu ze mną mieszkać - głos mężczyzny wydawał się być zrezygnowany
- Ale już nie chcę! Mam dosyć ciebie, tego miasta i tego mieszkania. Wyjeżdżam jak najszybciej pierwszym pociągiem do Berlina!
- Dobrze, skoro tego chcesz...Ale wiesz, że trzeba jeszcze uporządkować pewne sprawy...
- Sam sobie porządkuj, ja nie mam głowy do urzędowych spraw, w końcu to ty jesteś komendantem policji!
Ostatnie słowa do męża Pola wypowiadała już będąc w drzwiach i nie patrząc mu w oczy. Zatrzymała się jednak jeszcze na chwilę, wzrokiem omiotła mieszkanie, po czy spojrzała na Dąmbskiego i powiedziała:
- Mam do ciebie ostatnią prośbę. Odeślij moje bagaże na dworzec, zaczekam tam na nie. Tu nie mogę zostać ani chwili dłużej - to mówiąc Pola zamknęła drzwi.
Dąmbskiemu wydawało się, że usłyszał w tych ostatnich jej słowach nutkę tęsknoty za tym co kiedyś ich połączyło. Historia, która zaczęła się na sosnowieckim dworcu, tu również dobiegła końca. Eugeniusz Dąmbski nie zobaczył Poli już nigdy więcej.

Epilog

Pola Negri rozwód z Dąmbskim uzyskała w 1922 roku, a dokumenty rozwodowe otrzymała przebywając w  Paryżu. Stamtąd prawdopodobnie w 1923 roku po raz pierwszy przyjechała do Hollywood. Później przebywała jeszcze w Niemczech, żeby ostatecznie przed wybuchem wojny wrócić do Ameryki. Zmarła w San Antonio 1 sierpnia 1987 roku.

Moja opowieść o Poli Negri jest luźnym nawiązaniem do artukułu o niej. Opiera się wyłącznie na moim osobistym wyobrażeniu jej osoby i jej sosnowieckiej historii.

Źródła:

Pola Negri wraca do Sosnowca
Chalupec Apolonia "Pola Negri"

28 sierpnia 2012

Dżentelmen

Serdecznie witam po czasie dłuższym niż obiecywałam. Właśnie czas to u mnie ostatnio towar deficytowy, ale w końcu jestem i ponownie zapraszam do dawnego Sosnowca, do ludzi i miejsc których już nie ma.
Dzisiaj małe odstępstwo od reguły, bo na ogół pojawia się u mnie, na dawnych sosnowieckich fotografiach płeć piękna, względnie dzieci czy rodziny. Natomiast dzisiaj dla odmiany chcę pokazać eleganckiego mężczyznę w trzech odsłonach. Mam nieodparte wrażenie, że zdjęcia te zostały zrobione dla kogoś z rodziny aby poprzez ubiór pokazać własny status materialny. Moje dywagacje oczywiście mogą być błędne, ale tak subiektywnie czuję :)

Zdjęcia zostały zrobione w atelier Foto Alfa przy ulicy 3 Maja 23


Pozdrawiam :)

26 czerwca 2012

Wakacje

Do dawnego Sosnowca zapraszam Was ponownie w drugiej połowie lipca. Teraz chciałabym życzyć moim czytelnikom i obserwatorom ciekawych i pogodnych wakacji. Do usłyszenia :))

11 czerwca 2012

Kolorowo, szyfonowo ...

Witam :)
Większość sosnowieckich kobiet, których zdjęcia prezentuję na blogu jest na fotografiach odziana w dość konwencjonalne ubiory. Zwykle są to ciemne sukienki ( z wyjątkiem dziewczynek), proste nakrycia głowy. Słowem nic szalonego lub ponad normę. Co więcej myślę, że ubiory te były ponadto najlepszymi jakie posiadano, dlatego w nich właśnie sosnowiczanki powędrowały do miejscowego fotografa. Zdjęcie które dzisiaj prezentuję przedstawia kobiety zapewne z jednej rodziny w zupełnie odmiennych strojach. Trudno ocenić rodzinną konfigurację na tym ciekawym zdjęciu. Kobieta która siedzi i dwie wyższe stojące młode kobiety maja podobne sukienki przy czym suknia najstarszej z nich jest dla odróżnienia w ciemnej tonacji. Sukienki maja falbaniaste, lekkie wykończenia i wyglądają jakby uszyto je z szyfonu, lub innej równie delikatnej tkaniny. Do tego fryzury w stylu lat dwudziestych, ale krój sukien to już według mnie lata trzydzieste. Istotnym detalem są tu również torebki i biżuteria. Młoda dziewczyna druga od lewej to jeszcze właściwie dziecko ubrane w prostą sukienkę i buty w połączeniu z białymi skarpetkami. Ukoronowaniem modowej różnorodności na tym zdjęciu jest ludowy strój najmłodszej kobietki.
Z powodu swojej stylistycznej odmienności podoba mi się ta fotografia. Zrobiono ja w Atelier Stelmaszczyk.

Pozdrawiam :)

3 maja 2012

Marynarskie i koronkowe

Mowa o nieodłącznym kiedyś atrybucie dziecięcego i dziewczęcego ubioru. W wieku XIX marynarskie kołnierzyki były częścią sukienek w podobnym stylu. Taka sukienka uzupełniona na przykład słomkowym kapeluszem i wysokimi, sznurowanymi trzewikami była strojem, w którym panny udawały się na pensję. Kołnierzyki nie były jednak tylko i wyłącznie częścią szkolnego mundurka. Koronkowe kołnierzyki spełniały rolę dekoracyjną. Już stroje najmniejszych dzieci w tym również chłopców często były zdobione w taki właśnie sposób bardzo obficie i bogato. Oczywiście z biegiem czasu kołnierzykowa moda uległa uproszczeniu, kołnierzyki jednak trzymały się dzielnie i na początku dwudziestego wieku, w latach 30-60, a także później. Wszyscy doskonale pamiętamy mundurki szkolne w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdzie biały, choć już nie tak ozdobny kołnierzyk, był również obowiązkowy.

A poniżej na potwierdzenie kołnierzykowej mody dwa zdjęcia. Pierwsze z atelier Foto J. Ćwirko-Godyckiej z Klimontowa. Drugie natomiast to fotografia zrobiona w atelier Jana Zorskiego




24 kwietnia 2012

Chustka czy kapelusz ?

W 1943 roku mało kto myślał o modzie wyłącznie w kategoriach estetycznych. Wojenna rzeczywistość wymuszała traktowanie ubioru w sposób w dużej mierze praktyczny i funkcjonalny. Kobiety jednak nie przestały być kobietami. Już młode dziewczęta starały się dodać do swojego ubioru coś charakterystycznego. Sosnowiczanki podobnie jak kobiety w całej Polsce w latach czterdziestych nosiły z upodobaniem kapelusze lub toczki (często widywane w ślubnych stylizacjach) Dorastające dziewczęta i młode kobiety jako nakrycia głowy często używały chustki. Zakładana ona była tak aby widać było charakterystyczną część uczesania, czyli włosy upięte w loki, lub mocno podniesione z przodu głowy. Chustka była nakryciem głowy mniej wymagającym niż kapelusz, ponieważ można ją było dobrać do większości strojów. Wydaje się, że bardzo młode dziewczęta nosiły chustki jasne, wielobarwne lub we wzory, natomiast te starsze preferowały ciemne chustki w jednolitych barwach.

Poniżej trzy fotografie młodych mieszkanek Sosnowca z czasów okupacji. Zdjęcia zostały zrobione w atelier fotograficznym Foto Ekhard. Na dwóch z nich na pieczątce fotografa widnieje rok 1943








2 kwietnia 2012

Mój fotograficzny skarb

Od jakiegoś czasu zbieram sobie fotografie z dawnych sosnowieckich zakładów fotograficznych. Na najstarsze z nich mnie nie stać, ale czasami trafiają się  w sieci okazje na które mogę sobie pozwolić. Do tej pory moje najstarsze fotografie pochodziły  z lat co najwyżej dwudziestych. Teraz udało mi się kupić fotografię starszą . Myślę, że może być co najmniej stuletnia (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić). Jest to gabinetowe zdjęcie rodzinne (Cabinet Card) zrobione w jednym z najstarszych atelier w Sosnowcu, a mianowicie w zakładzie fotograficznym Jana Zorskiego z siedzibą przy ulicy Modrzejowskiej 11.



Rewers zdjęcia pokryty był w całości  czarnym "czymś", ponieważ fotografia wyglądała na odklejoną od albumu. Postanowiłam być dociekliwa, pracowicie usunęłam to co zbędne i moim oczom ukazał się taki mocno sfatygowany obrazek. Widnieją tu adresy sosnowieckiej i będzińskiej filii atelier.

3 marca 2012

Promocje, rabaty i przedsiębiorczy księgarz z Sielca

Studiując starą zagłębiowską prasę napotykam na bardzo różnorodne ogłoszenia reklamowe. Niektóre z tych reklam są dość zwyczajne a niektóre całkiem zaskakujące. Przypominają jak żywo dzisiejsze formy handlu. Okazuje się, że w dawnym Sosnowcu można było trafić na  promocje w postaci gromadzenia "punktów"na przykład w księgarniach. Istniały też miejsca  oferujące cały swój asortyment w jednej, stałej cenie.

Źródło: Wiadomości Częstochowskie. Dziennik 1906 nr 30

Źródło: Goniec Częstochowski 1907 nr 218

Właścicielowi księgarni  w Sielcu koło Sosnowca Władysławowi Smyczyńskiemu zależało na przyciągnięciu jak największej liczby klientów - stąd pewnie powyższa promocja. Zależało mu również na tym , aby księgarnie prowincjonalne istniały wspierane przez Warszawę. Niestety nie działo się tak, co wywołało jego sprzeciw i wniesienie petycji, która z kolei zaowocowała zwołaniem pierwszego zjazdu księgarzy w sierpniu 1907 roku. Smyczyński zajął się organizacją i sprawami formalnymi a obradom na zjeździe przewodniczył inny księgarz sosnowiecki Jan Rowiński. Z inicjatywy naszego  księgarza Smyczyńskiego wnioskowano o powołanie Związku Księgarzy Prowincjonalnych, tak aby małe lokalne księgarnie mogły prowadzić swą działalność bez obaw. Zamiast tego powołano ogólne stowarzyszenie pod znaną powszechnie nazwą Związku Księgarzy Polskich.
Więcej na ten temat i na temat późniejszych losów księgarstwa w Polsce na stronie :
http://www.ksiegarze.org.pl/index.php?kat=4&podkat=23&typ=0&id=29&name=O%20NAS

Teksty powyższych reklam są zgodne z oryginałami , natomiast autorski jest graficzny sposób ich prezentacji.

Pozdrawiam :)

7 lutego 2012

Pasjonaci historii Sosnowca

Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu okazuje się, że moja okazjonalna pisanina nie trafia tak całkiem w próżnię i internetową otchłań. Niedawno skontaktował się ze mną sosnowiecki przedsiębiorca Pan Robert Wagner, który choć nie urodził się w Sosnowcu to jednak jest wielkim miłośnikiem historii miasta. Pan Robert podzielił się ze mną kilkoma historycznymi faktymi, z których nie wszystkie były mi znane.

Jak sam napisał:

"Czasami z seniorami mojej rodziny wspominam :
- mury huty szkła przy ul. Szklarnianej (kręcono przy nich w latach 1970-1972 film produkcji USA pt. „Mur”)
- resztki synagogi przy ul. Dekerta (później duży Zakład Szklarski)
- tory prowadzące przez ul. Wspólną do w/w huty
- bardzo znane targowisko (na terenie obecnego parkingu przy Wspólnej dla klientów Centrum Europa )
- wozownię pogrzebowych wozów konnych (na tyłach obecnej Resursy przy Kościelnej)
- sympatycznie urządzany ośrodek nad zalewem Balaton w Sosnowcu"

Ponadto Pan Robert jako miłośnik historii lotnictwa opublikował w 2008 roku dwa interesujące artykuły prezentujące zapomnianych bohaterów sosnowieckich:

Sosnowiecki epizod braci Meissnerów  
Żywe torpedy z Sosnowca

Te same linki znajdziecie też w dziale Literatura o Sosnowcu (na górze strony)

Pan Robert wymienił jeszcze film Zielone lata który opowiada sosnowiecką historię przyjaźni trojga dzieci narodowości polskiej, żydowskiej i niemieckiej i pokazuje jak na tę przyjaźń wpłynął wybuch II wojny światowej.
Panie Robercie! Serdecznie dziękuję za przypomnienie tego filmu.