Blog ten powstał z sentymentu. Z sentymentu do miasta w którym się urodziłam, a które dziś przedstawia zupełnie inne oblicze niż dawniej. Mam tu na myśli czasy, których nie mogę pamiętać, ale które bardzo działają na moją wyobraźnię. Czasy, kiedy miasto się rozwijało i było zarówno przemysłowym jak i kulturalnym miejscem dla ludzi różnych narodowości. Dawny Sosnowiec od zawsze kojarzy mi się z "Ziemią Obiecaną" Reymonta. Tu podobnie jak w Łodzi współistnieli polscy przedsiębiorcy, żydowscy sprzedawcy wszystkiego co dało się sprzedać i niemieccy przemysłowcy, którzy na długo zadecydowali o charakterze tego miasta. Nie brakowało sklepów, zakładów usługowych, kin czy restauracji. Rozwijała się oświata, kultura, również w dużej mierze za sprawą ludności napływowej. Wielokulturowe miasto tętniło życiem... Późniejsza wojenna i powojenna historia wiele zmieniła. Chciałabym aby mój blog oddał choć trochę ducha tamtych barwnych czasów

3 maja 2012

Marynarskie i koronkowe

Mowa o nieodłącznym kiedyś atrybucie dziecięcego i dziewczęcego ubioru. W wieku XIX marynarskie kołnierzyki były częścią sukienek w podobnym stylu. Taka sukienka uzupełniona na przykład słomkowym kapeluszem i wysokimi, sznurowanymi trzewikami była strojem, w którym panny udawały się na pensję. Kołnierzyki nie były jednak tylko i wyłącznie częścią szkolnego mundurka. Koronkowe kołnierzyki spełniały rolę dekoracyjną. Już stroje najmniejszych dzieci w tym również chłopców często były zdobione w taki właśnie sposób bardzo obficie i bogato. Oczywiście z biegiem czasu kołnierzykowa moda uległa uproszczeniu, kołnierzyki jednak trzymały się dzielnie i na początku dwudziestego wieku, w latach 30-60, a także później. Wszyscy doskonale pamiętamy mundurki szkolne w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdzie biały, choć już nie tak ozdobny kołnierzyk, był również obowiązkowy.

A poniżej na potwierdzenie kołnierzykowej mody dwa zdjęcia. Pierwsze z atelier Foto J. Ćwirko-Godyckiej z Klimontowa. Drugie natomiast to fotografia zrobiona w atelier Jana Zorskiego